26 listopada 2009

BRAZIL


W koncu jestesmy w Brazylii (i w internecie). Wybaczcie, ze bedziemy pisac bez polskich znakow, ale chyba nie trudno sie domyslec ze ich tutaj po prostu nie ma.
Dolecielismy tu w niedziele wieczorem. Podroz byla oczywiscie dluga i ciezka, bo trwala 2 dni i jedna noc spedzona na bagazach na lotnisku we frankfurcie, ale juz dawno o tym zapomnielismy. Z lotniska na Pedra Furada (dzielnica gdzie mieszkamy) dotarlismy sobie autobusami. Jadac, wydawalo nam sie ze jestesmy jednymi z wielu workow ziemniakow, ktore wiezie pan kierowca, bo bylo szybko, ostro i hardkorowo. Polskie drogi w porownaniu z tutejszymi to raj dla kierowcow, ale kogo to obchodzi.

Tak czy siak, na Pedra Furada dotarlismy po jakis 2 godzinach i trafilismy w sam srodek imprezy przed naszym domem (foto domu powyzej). Telewizor wystawiony przed dom, stoliki, krzeselka i jest impreza. Lecial jakis mecz, wiedz brazylijczycy ostro sie darli, ale to wiadome. Za to w domu, juz na wstepie problem z lodowka, bo zamiast chlodzic, zaczela grzac, dzialala tylko zamrazarka. No ale to nic. Warunki wydaja sie dobre jak na tutejsze standardy. Chata tez bardzo ladna.

Nasz przecietny jadlospis to soki, mrozone soki, zamrozone soki, miazsz owocow, przerobiony na sok, owoce i czasem jakas kanapka lub ryba z ryzem i fasola (tzn jak do tej pory 2 takie posilki mielismy). Mieszkamy z Kamila z Polski, ktora kiedys u nas cwiczyla i ktora jest tutaj juz ponad 2 miesiace.

Komputer na ktorym teraz siedzimy i to piszemy ma dziwny monitor. wszystko jest odbarwione na zielono, ze az nie da sie patrzec, a do tego obraz jakos dziwnie przekrecony i wygiety o kilka stopni.

Dobra to teraz cos o treningach. Zaliczamy treningi dzieciece, i dla nas (doroslych). Poniedzialek byl z est. Barbischia, wtorek z est. Rabico, sroda z Mestre Zambi. Nie trzeba pisac ze kazdy z treningow jest wypasiony. Wtorkowy z Rabico byl mega ciezki, duzo wszystkiego, wytszlismy ledwo zywi. Wczoraj z Mestre podobnie. Bardzo fajne jest to, ze z kazdego treningu pol godziny jest dla est. Limo, ktory jest tancerzem i przez te pol godz prowadzi niesamowity naciag polaczony z tancami afro. Poza tym chodzimy codziennie na plaze i tam sobie skaczemy z capoeiristas naszej grupy.

A woda w morzu jest tak ciepla, ze nie chce sie wychodzic. I jest mega slona. w smaku przypomina ta, ktorej uzywamy do plukania gardla. No a co za tym idzie szczypie w oczy ;]

Dobra konczymy, bo wlasnie idziemy na plaze, bo jestesmy tam ustawieni z Kamila i Rabico. Pozdrawiamy Was wszystkich. niebawem postaramy sie zapodac wiecej fot. Axe!

2 komentarze:

mirek pisze...

Nie dajcie się tam, maluchy

Anonimowy pisze...

zorganizujecie cos w ferie zimowe?