4 grudnia 2009

KOLEJNE DNI


CACHORRO:
Wtorek z samego ranca zaczal sie zamieszaniem na osiedlu (tzw briga). Idac rano w dol do sklepu widac bylo tlum ludzi zgromadzonych wokol czegos lub kogos. Okazalo sie ze wlasciciel najwyzszego domu na pedra furada sie nacpal i cala noc krzyczal i wyzywal wszystkich dookola. Wg plotek, koles ozenil sie z hemafrodyta, ktora teraz, po operacji, juz jest tylko kobieta. Teraz przyjechala policia i policia militarna - czyli ta w brazowych mundurach, z karabinami, ktora najpierw strzela, pozniej pyta. Tubylcy kazali trzymac sie z dala od tej zadymy wiec bylismy posluszni, tymbardziej na widok policji z bronia.
Sroda wieczorem to trening z Mestre Zambi. Mocny, ostry, nie dawalem rady. Bylem wrecz przybity.
Ogolnie w glowach mamy cos jakby szok capoeirowy. Wielki balagan, nie widomo o czym myslec, jak grac i jak to sobie wszystko poukladac.
Jednak na roda u Bamby odzyskalem sily i wiare w siebie.


DOCURA:
Wczoraj Barbischa zabral nas do dzielnicy o nazwie Itapoan, czyli raj dla surferow. Jest to spory kawa³ek plazy z oceanem na 100 m od brzegu po pas, silny wiatr i bez ska³, wiec wiekszoœæ ludzi w wodzie byla z deskami. My tez poprobowalismy... ze srednim skutkiem :) ale by³o sporo zabawy i duuuuzo slonca.
Wieczorem poszlismy wraz z prof. Secao na roda do Mestre Bamby. Chyba bardziej, zeby sie sprawdzic niz po cokolwiek innego. Szczerze mowiac liczylismy, ¿e ostro nas tam spiora, ale przezylismy. Spotkalismy tam prof. Sapo, ktory okazalo sie, ze od tygodnia jest w ACMB. Chociaz wracalam na jednej nodze po starciu z bambowa graduada i na dodatek w za duzych japonkach, bo ktos moje zawinal. Niestety czesto zadazaja sie tutaj takie male kradzieze, ale i tak mialam szczescie bo byla to podmianka i mialam w czym wracac na Pedra Furada.
Podroz powrotna troche czasu nam zajela - wsiedlismy do autobusu, ktory jedzie w prawdzie w nasze rejony, ale sie nie zatrzymuje tam gdzie potrzebowalismy. W taki sposob wyladowalismy na zajezdni, ktora nie byla bardzo daleko do Pedra, ale z moja noga dojscie zajeloby nam jakies 3h. Byla godzina 22:30 i byly marna szanse na to ze zlapiemy jakis autobus, ktory jedzie przez Bonfim (nasz przystanek). Na szczescie kierowca jednego z autobusow okazal sie takim dobrym czlowiekiem, ze podwiozl nas na przystanek, chociaz wcale nie bylo mu po drodze. Ja do ostatniego momentu bylam przygotowana na to, ze bedzie chcial zedrzec z nas kase za taka podwozke na zyczenie (swoja droga fajnie tak jechac sobie przez miasto prywanym autobusem ;p), ale nie... okazal sie bardzo sympatycznym czlowiekiem, ktory na dodatek mieszka na tej samej ulicy co my i znamy te same osoby (M.Zambi, Secao, Tamarindo, itp.). A myslalam ze kierowcy tutajszych autobusow to wcielenie prawdziwego zla - przynajmniej taki styl jazdy reprezentuja :) wracajac do domu zastanawialismy sie z Patrykiem czy takie cos przeszlo by w Polsce. Chyba watpie...



I ponizej jeszcze zalgle foty z wyspy:




4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Cachorro ! Docura ! O jaaaa :D ! Musi być naprawdę świetnie . Korzystajcie . Ze wszystkiego : pogody,plaży,ludzi,capoeira!Czekamy na więcej relacji. :)

Anonimowy pisze...

zazdroszcze wam.... Slonce plaza.... ahhh..

Piotr pisze...

napisz do mnie na gg, albo na skype, albo maila jak najszybciej możesz.

Anonimowy pisze...

Asia słońce łapie !! :)
zazdroszczę Wam !! pozdr ^^